piątek, 9 października 2015

Raport miesięczny - wrzesień; część pierwsza

Dzisiaj tylko jedna książka, ale za to jaka! Czytałam ją cały miesiąc, bo jest dość obszerna, ale bez dwóch zdań - było warto! Zapraszam na pierwszą część raportu miesięcznego.


1.Książki
1.1 "Beksińscy. Portret podwójny" M. Grzebałkowska

Niesamowita biografia rodziny Beksińskich skupiająca się na losach ojca Zdzisława (znanego malarza) oraz jego syna Tomka (prezentera radiowego). Po pierwsze książka jest świetnie napisana - mimo, że opisywane zdarzenia przeplatane są ogromną liczbą cytatów z listów i dzienników fonicznych Beksińskich (rozmowy rodzinne nagrywane przez Zdzisława) to w ogóle nie zakłóca to rytmu czytania. Wręcz przeciwnie - nadaje kolorytu i pozwala na lepsze poznanie postaci. W pewien sposób czujemy, że to właśnie główni bohaterowie opowiadają tę historię. Co więcej - gdyby nie te cytaty to pewnie uznałabym, że obie postacie są lekko podkoloryzowane dla uzyskania ciekawszego efektu. 
Niecodziennie przecież spotyka się dwójkę tak skrajnych indywidualistów jak główni bohaterowie. Obaj byli bardzo różni, ale też mieli wiele cech wspólnych. Łączyła ich przed wszystkim determinacja, z którą oddawali się realizowaniu własnych pasji. Nawet nie wiem, czy słowo determinacja jest tutaj odpowiednie, bo kojarzy się z brakiem przyjemności, a mam wrażenie, że Beksińscy każdą z rzeczy robili głównie dla swojej przyjemności i wykonywali ją wręcz maniakalnie. 
Zdzisław najpierw eksperymentował z fotografią i rzeźbą. Malarstwem zajął się dopiero w dorosłym życiu rezygnując z pracy, aby doskonalić swoje malarskie umiejętności. Jego obrazy odbierane były jako bardzo depresyjne, ale uparcie twierdził, że nie powinno się w nich doszukiwać ukrytego znaczenia lub przekazu - jego w malarstwie interesowała głównie forma. Stąd także lekceważące podejście do nazywania swoich prac - tytuły obrazów były dla niego czymś całkowicie bez znaczenia i najchętniej w ogóle by z nich zrezygnował, gdyby nie wystawy i wynikająca stąd potrzeba ich katalogowania. Przejawiał także skrajną niechęć do malowania na zlecenie oraz niemal całkowitą obojętność zarówno wobec krytyków, jak i miłośników jego sztuki. 

"W sumie malowanie obrazów zaczyna mnie wkurwiać. Praca tylko wtedy może sprawiać przyjemność, gdy jest niepotrzebna, ale malowanie na terminy, wystawy, sprzedawanie, liczenie forsy - obrzydliwość (...). Chcę być wolny, a praca zabija wolność." 

Syn Zdzisława - Tomek, od najmłodszych lat fascynował się filmem i muzyką. Uwielbiał rock i staromodne filmy o wampirach. Od początku widzimy u niego ten sam co u jego ojca upór i konsekwencję w realizacji swoich wizji i pomysłów - mimo pozornej bezsensowności. Dla przykładu - Tomek wydawał "płyty gramofonowe", które wycinał z tektury, do których rysował okładki, wymyślał teksty piosenek, a nawet przedstawiał historię ich powstania - zrobił takich płyt kilkaset! Do końca życia był także wielkim miłośnikiem filmów - w szczególności staromodnych horrorów. Zapisał się nawet do organizacji zrzeszającej miłośników wampiryzmu. 

Zarówno Zdzisław, jak i Tomek stanowili nietypową mieszanką geniuszu, egocentryzmu i pędu do autodestrukcji. Mieszankę, która prowadziła (w szczególności w przypadku Tomka) do braku możliwości nawiązania zdrowej relacji, nawet z własną rodziną. 

Zdecydowanie jedna z najlepszych książek tego roku - bardzo polecam. Ciekawa jestem kolejnych książek tej autorki. 

Jeden z obrazów Z. Beksińskiego 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz