poniedziałek, 18 lipca 2016

Raport miesięczny - czerwiec; część druga

W tym miesiącu nie miałam zbyt wielu okazji do oglądania filmów - w związku z tym poniżej tylko dwie recenzje. 


2. Filmy
2.1 "Wszystko się może przytrafić" reż. Marcel Łoziński 

Świetny film, który opiera się na obserwacji 6-letniego chłopca jeżdżącego na hulajnodze po parku. Prócz zwyczajnych rzeczy, które dzieci robią w parku (przyglądanie się wiewiórkom, zbieranie patyków, sikanie…) Tomek zatrzymuje się przy siedzących na ławkach starszych ludziach i zadaje im pytania. Pytania te, mam wrażenie, mogą być zadane bez skrępowania tylko przez dziecko, i to właśnie dziecko ma szansę otrzymać prawdziwie szczerą odpowiedź - wolną od nadmiernej szczegółowości i interpretacji. Film przybiera w związku z tym formę niezwykłej historii o życiu, szczęściu, akceptacji, ale także tęsknocie, samotności i bólu starości. 
Ten niby-dokument zrobił na mnie ogromne wrażenie. W szczególności przekonanie chłopca, że wszystko może się zdarzyć i jego niezgoda na nieuchronną śmierć, z którą jego rozmówcy są już od dawna pogodzeni (bo przecież może się tak stać, że człowiek będzie żył 120 lat).  
Z pewnością nie jest to ostatni film tego reżysera, który zobaczyłam. Tym bardziej, że wiele prac Marcela Łozińskiego oraz jego starszego syna Pawła Łozińskiego dostępnych jest na mojej ulubionej Ninatece.  

2.2 "The Dressmaker" reż. Jocelyn Moorhouse

Po przeczytaniu opisu filmu byłam przekonana, że będzie on dla mnie idealny - lata 50., piękne stroje, które grają jedną z kluczowych ról, oraz uwielbiana przeze mnie Kate Winslet. Niestety film nieco mnie rozczarował. 
Myrtle po wielu latach od wygnania ze swojej wioski wraca, żeby rozprawić się z ciężkimi wspomnieniami i oskarżeniami dawnych sąsiadów. Kiedyś brudna i zaniedbana dziewczynka powraca jako pięknie ubrana krawcowa, która potrafi widowiskowymi sukniami zjednać sobie nie tylko damską część miasteczka. Konfrontacja okazuje się jednak trudniejsza niż przypuszczała. Cała historia nie kończy się optymistycznie, ale fabuła ma tutaj drugorzędne znaczenie. Istotniejszy jest sposób opowiedzenia całej historii - sarkastyczny i przerysowany. Może dlatego, że zupełnie się tego nie spodziewałam, nie przypadł mi on do gustu, chociaż z reguły lubię tego typu filmy. Tutaj wszystko było (o ironio!) jakoś źle skrojone i źle dopasowane. Nawet sama Kate Winslet nie do końca była przekonywująca w swojej roli. 
Ciężko jednak odmówić temu filmowi pewnego klimatu. Świetne były także stroje i niektóre kreacja aktorskie (rola policjanta uwielbiającego przebierać się w damskie ciuszki była genialna!). 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz