środa, 17 sierpnia 2016

Raport miesięczny - lipiec; część pierwsza

Dzisiaj w raporcie dwa reportaże (w tym jeden wybitny), które udało mi się pochłonąć w ostatnim miesiącu. Obie książki były polecane przez Filipa Springera na jego Facebooku - jak się okazało, warto było skorzystać z tej rekomendacji. 

1. Książki
1.1 K. Boni "Ganbare! Warsztaty umierania" 

Czy da się napisać dogłębny reportaż o kraju o tak odmiennej kulturze i to bez znajomości języka, którym posługują się jego mieszkańcy? Pani Katarzyna dowiodła, że się da! I zrobiła to w wielkim stylu. 
Książka podzielona jest na dwie części opisujące tragedie, które dotknęły Japonię w 2011 roku - tsunami oraz wybuch elektrowni jądrowej w Fukushimie. W obu częściach opowieść toczy się wokół losów osób próbujących poradzić sobie z tragedią, która zabrała ich rodziny, domy, majątek, a w związku z tym często także sens życia. Chociaż autorka z dużą dokładnością opisuje techniczne aspekty obu wydarzeń (w końcu udało mi się zrozumieć jak działa elektrownia atomowa) to akcent kładzie na opowieści o ludziach, ich uczuciach, poczuciu pustki i sposobie radzenia sobie z nią. Dzięki temu poznajemy także kulturę przeżywania tragedii i opłakiwania zmarłych, w kraju, którego mieszkańcy nie są przyzwyczajeni do nadmiernego okazywania uczuć. 
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie - różnorodność jej formy, lekkie pióro autorki i chęć zgłębienia najbardziej istotnych aspektów sprawiają, że świetnie się ją czyta, mimo tego, że w głównej mierze jest to opowieść o śmierci. 

1.2 W. Nowak "NIEmiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda" 

Lekko dziwaczna historia pewnego człowieka, który przez całe życie szukał swojego miejsca w historii. Główny bohater, Zygfryd, jest pół Polakiem, pół Niemcem, którego życiowym celem staje się życie w wolności. Niestety lata jego młodości i dorosłego życia przypadają na okres w historii Polski, w którym wolność ta była mocno ograniczona. W związku z tym Zygfryd próbuje uciekać - najpierw (jako mały chłopiec) do swojej niemieckiej babci, a później do "lepszego" świata za berlińskim murem. W dorosłym życiu jego walka o wolność przekształca się w działalność opozycyjną, z której jednak z czasem rezygnuje (także w imię własnej wolności). 
Barwne życie i przygody głównego bohatera stają się pretekstem do rozmyślań nad dziwacznymi czasami PRL. 

W ogóle to nie mówi się "kradnie", tylko "załatwia" albo "organizuje". Teodor organizuje dla siebie, dla rodziny, organizuje dla innego kierowcy, kolegi z bazy. Jak zorganizuje coś dla dyspozytora i kierownika bazy, wtedy ja lecę z siateczką, a dyspozytor załatwia nam dobry kurs, tam gdzie po drodze Teodor ma dziewczyny.


1 komentarz:

  1. „Czas wcale nie leczy ran. Sam w sobie nie ma właściwości uzdrawiających. Jedyne, co potrafi, to mijać. To od nas zależy jak go wykorzystamy.”

    Ganbare! Żeby nie pozostawiać wrażenia, że „w głównej mierze jest to opowieść o śmierci”, zaakcentowałbym raczej to (co zauważasz na wstępie), że jest to książka o tym, jak ludzie próbują sobie radzić w nowej rzeczywistości, w obliczu tragedii i nieszczęść, które ich dotknęły. Sama autorka wyraża nadzieję, że książka ta stanie się inspiracją do szukania nowych sposobów radzenia sobie z trudnymi sytuacjami - w tym odnajduję klucz do tej lektury. Zgadzam się w 100% - znakomity reportaż, często zaskakujący, dotykający trudnych spraw subtelnie i z dużym taktem. Również gorąco wszystkim polecam.
    I jeszcze jedno drobne uzupełnienie. Poza dwiema częściami opisanymi w raporcie jest jeszcze króciutka, zamykająca całość, część trzecia – „warsztaty umierania” – warta wzmianki choćby dlatego, że stanowi część tytułu. Nie zdradzę, na czym te warsztaty polegają, ani tego, co znaczy okrzyk „Ganbare!” – odkryjcie to sami.

    OdpowiedzUsuń